niedziela, 28 lutego 2010

Być jak supermenka....................

Mamo, mamo dobiega z niekreślonego bliżej miejsca w domu, znając zapędy latorośli matka dalej spokojnie szykuje obiad gdy nagle słyszy przeraźliwy krzyk. Rzuca więc matka czym prędzej warzywa i pędzi do pokoju latorośli zobaczyć co to też się stało i jej oczom ukazuje się widok przerażający. Średni potomek siedzi na podłodze i zanosi się straszliwym płaczem a z ust i głowy płynie potok krwi..... Pędem matka bierze dziecko do kuchni, sadza na blat i bierze się za oględziny. Guz na głowie rozmiaru pomarańczy z którego sączy się krew, rozcięta warga. Na szczęście rozcięcie niewielkie a krew z wargi szybko przestała płynąć. Po wypadku pozostał ślad w postaci olbrzymiego guza wielkości pomarańczy i wyrzuty sumienia u matki, że nie zareagowała natychmiast jak dziecko zawołało i nie poszła sprawdzić co się dzieje. Może zapobiegła by matka zapędom córki i nie pozwoliła by z całej siły pchnęła brata wprost na blat biurka i może potomek nie zaryłby centralnie głową w kant owego blatu. Pluje sobie matka w brodę i pewnie jeszcze długo będzie sobie w ta brodę pluć....
Nie jestem supermenekom i nie staram się otaczać moich dzieci opieką na wszystkie możliwe sposoby, dbam o ich bezpieczeństwo ale staram się aby były samodzielne i potrafiły się choć chwilę bawić bez obecności mamy. Dziś jednak ta ich zabawa zakończyła się niefortunnie i mam nadzieję, że więcej takich incydentów nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz