W dosłownym tego słowa znaczeniu, zasrane przez duże z... gdzie człowiek nie spojrzy wszędzie leżą psie kupy tak, że nawet spokojnie nie można przejść przez ulicę a trzeba lawirować między walającymi się na chodnikach, trawnikach odchodach. szlak mnie trafia jak to widzę, bo jak tu wyjść z dzieckiem na spacer, jak spokojnie iść kiedy wkoło wszędzie gdzie się nie spojrzy walają się kupska. Duże, mniejsze, bardziej lub mniej zaschłe wyłoniły się spod topniejącego śniegu i zalegają każdą wolną przestrzeń. A ich właściciele często damulki w bucikach na 15 cm obcasie krzywo wykręcają gęby w druga stronę jakby nie pamiętając, że to ich pupil tak nabrudził. Nie mam nic przeciwko psom, kocham zwierzęta ale jak idę ulica i widzę co się dzieje to mnie szewska pasja zalewa i mam Ochotę krzyczeć na całe gardło do tych wszystkich tak kochających zwierzęta aby się opamiętali. W całym mieście stoją kosze na psie odchody tylko dlaczego nikt z nich nie korzysta, dlaczego idąc parkiem widzę jak piesek na smyczy sra tuż obok takiego kosza a pani, właścicielka odwraca głowę jakby nie widziała.... dlaczego jak do niej podchodzę i zwracam jej uwagę, że powinna posprzątać to patrzy na mnie jak na Marsjankę i nawet nie zamierza nic z tym zrobić. często jeszcze słyszę, że co mnie to do cholery obchodzi żebym zajęła się własną dupą a od nich się odpieprzyła. No ale do tego parku chodzę z dziećmi, które uwielbiają biegać i jak mam im pozwolić biegać skoro całe połacie trawy zasłane są psimi odchodami.
Nie pojmuję tego, jak można tak postępować, odwracać głowę, ale zauważyłam, że taka jest mentalność Polaków, my dbamy tylko o swoje a jak coś jest wspólne, państwowe to juzż nie nalezy o to dbać i można niszczyć i zaśmiecać do woli.......................
piątek, 26 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz