Temat niby błachy bo w końcu zakupy to jedna z fajniejszych rozrywek, nawet takie w supermarkecie frajda wielka zwłaszcza jak się zabiera na te zakupy swoją pięcioletnią latorośl. Ano wybrała się matka w sobotę z córką na zakupy do jednego z tych cudów XX wieku gdzie wszystko jest w jednym miejscu, towary kuszą wyglądem, z głośników wydobywa się przyjemna muzyczka a do nosa docierają smakowite zapachy. Nie matka nie jest zakupoholiczką ale i owszem zakupy lubi robić i jak ma okazję ale i potrzebę to się na owe wybiera. Jednakże tego dnia wszystko było nie tak, no ale matka się zaparła i nawet jej nie przerażało jechać autobusem do marketu, nie przerażało do momentu gdy dziecko jej zaczęło pakować do wózka co popadnie uświadamiając matkę że nie ma w domu proszku, płynu do płukania, do mycia naczyń, mleka i wszystkiego co sporo waży...... Nic to matka stwierdziła, że ewentualnie można taksówką wrócić do domu i pod nosem klęła na auto stojące pod domem. Zakupy zrobione, portfel lżejszy o 3 stówki, dziecko tarmoszące w ręce smakołyki i inne pierdołki, można więc wracać do domu. Pierwszy szok to czas oczekiwania na taksówkę, przyjechała a jakże ale po 30 minutach więc stała matka obładowana jak wielbłąd z dzieckiem skaczącym wkoło i co rusz wołającym mama patrz!!! Potem już pod domem matka obładowana zakupami usiłowała znaleźć klucze w torebce i tak niefortunnie stanęła, że noga odjechała i runęła jak długa wprost do Błotno-śniegowej kałuży, żeby było ciekawiej na płaszczu matki wylądowały rozgniecione deserki mleczne i jajka. Szlak matki mało nie trafił bo w dodatku obcas w bucie się złamał, eh zastanowi się matka następnym razem nim zdecyduje się na zakupy+autobus+córka zakupoholiczka, zastanowi się matka poważnie oj zastanowi!!!
niedziela, 28 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz